• Wpisów:9
  • Średnio co: 132 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 16:31
  • Licznik odwiedzin:2 232 / 1325 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Następnego ranka znów trenowałam. Tym razem uczyłam się robić uniki. I tak trenowałam przez miesiąc, dzień w dzień. Przez ten miesiąc zrobiłam się silna i bardziej wytrzymała niż byłam dotychczas. Nauczyłam się jeździć konno, bronić się i unikać ciosów. Byłam gotowa.
Pewnego popołudnia zostałam wezwana do biblioteki, podobno na jakieś ważne spotkanie. Zjawiłam się tam o umówionej porze. W bibliotece nie było nikogo, prócz Elronda i Oighriga. Siedzieli przy wielkim, marmurowym, okrągłym stole. "A, już jesteś. Proszę usiądź" powiedział Elrond. Nic nie odpowiedziałam, tylko usiadłam na miejscu. "Przez ostatni miesiąc" zaczął Elrond "Nauczyłaś się podstaw samoobrony. Ale to nie wystarczy, by wygrać ze Złem. Oighrigu, jak uważasz, czy jest już gotowa?" spojrzał na brązowowłosego elfa, ten natomiast odparł: "Ależ oczywiście. Jestem pełen podziwu, że przez niespełna miesiąc zdążyła się tego wszystkiego nauczyć" "A więc, jutro z samego rana wyruszysz w podróż, razem z Oighrigiem" podniosłam na niego wzrok "Ale, dokąd?" "Jak to dokąd?" odparł zdziwiony "Do Leśnego Królestwa. Nie pamiętasz? Przecież mówiłem Ci już." spuściłam wzrok "Ach, no tak. Zapomniałam. Sorki." "Dobrze. Mniejsza o to. juro pojedziesz do leśnego Królestwa, a tam nauczą Cię walczyć. A teraz, proszę, możecie już odejść do swoich komnat" Po tych słowach wstałam, poszłam do swojej komnaty, usiadłam na łóżku i nie miałam pojęcia,
w co ja się wpakowałam.


C.D.N.
 

 
Las wyglądał jak normalny las. Przeważały w nim szczególnie dęby. Wjechaliśmy na polanę. W samym jej centrum leżał wielki, spróchniały, konar dębu. Zsiedliśmy z konia. Oighrig wyjął z sakwy mały sztylet, podszedł do mnie i powiedział: "Rzuć, proszę cię, tym sztyletem tak, żeby utkwiło w tym starym dębie" mówiąc to, podał mi do reki sztylet. "Umn, ale ja..." "Nie gadaj, tylko rzucaj." Przerwał mi ostro. Odsunęłam się tak, by stać naprzeciw drzewa, ustawiłam się lekko do niego bokiem, zrobiłam zamach i... sztylet tylko odbił się od dębu i upadł na ziemię. Oighrig podszedł do konara, podniósł sztylet i podszedł do mnie. "Po pierwsze - źle się ustawiłaś. Po drugie - źle trzymałaś sztylet. Jedynie ten zamach był, w miarę, udany. Popatrz, to powinno wyglądać tak" w mgnieniu oka elf wziął zamach i rzucił sztyletem tak, że do połowy utkwił w dębie. Podszedł, wyciągną go bez trudu, stanął obok mnie, podał mi sztylet do ręki i rzekł: "Stań bokiem, o tak, tak jak teraz. Patrz przed siebie, na cel, ręka lekko ugięta, druga ma być swobodnie" odstąpił jeden krok w bok "Zamach ma być szybki, nie za mocny. Proszę, spróbuj jeszcze raz" Posłuchałam go, wzięłam zamach i... znowu nic. "Nie przejmuj się. Spróbuj jeszcze raz" I tak ćwiczyłam, aż w końcu udało mi się! Co prawda, trochę to trwało, ale udało mi się! I później, już za każdym razem mi wychodziło. A ponieważ był już wieczór, musieliśmy niestety już wracać.
Gdy dojechaliśmy, dopiero wtedy poczułam, jaka jestem zmęczona i głodna. Zsiedliśmy z konia. Oighrig spojrzał na mnie i powiedział: "Robisz postępy. To dobrze. Jutro, o świcie, proszę Cię, abyś stawiła się tutaj, na placu. Widzę, ze jesteś zmęczona. I głodna. Proszę, weź" podał mi małą, zieloną paczuszkę. Otworzyłam ja, a w środku były lembasy. Bez namysłu zaczęłam je jeść. Gdy zjadłam już wszystkie, powiedziałam "Dziękuję Ci" "Ależ nie ma za co. Nie zapomnij tylko stawić się tutaj jutro o świcie. A teraz idź spać. Musisz być jutro w pełni sił." "Dobrze, nie ma sprawy. Do jutra!" I pobiegłam do swojej komnaty.


C.D.N. jutro (ale tym razem na serio jutro xd)!!
  • awatar zuzkowa: Świetne ;D Na pewno sobie pojadłaś ;P
  • awatar Gość: Super xd
  • awatar Kwas Pruski: Po całej paczce lembasów będziesz miała zatwardzenie. xD Skoro jeden wystarcza, by pokrzepić na cały dzień... :]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
O świcie wygrzebałam się z trudem z łóżka. *Rany, dlaczego tak wcześnie muszę tam iść? To nieludzkie, żeby tak wcześnie wstawać*, pomyślałam. *Fakt, to są elfy. Ech, no dobra. Trzeba się zbierać* Po tych słowach ubrałam się i pobiegłam na plac. Była na nim grupka elfów, w tym Erlond. Od razu mnie zauważyli. "Ach, witaj! Jesteś już." zaczął Elrond "poznaj proszę, Oighriga. To właśnie on nauczy cie, jak się bronić" wskazał ręką na brązowowłosego elfa. Ów elf zrobił krok do przodu, popatrzył na mnie z góry i powiedział "Chymm... powiedz, miałaś kiedyś kontakt z prawdziwą bronią? Umiesz jeździć konno?" "Umn, konno kiedyś jeździłam, ale to przez krótki okres czasu. I tak, miałam kontakt z bronią. Palną, jak i z łukiem..." "Chymm..., to dobrze. Bardzo dobrze. Zatem, możemy zacząć trening!" klasną w dłonie tak, że aż ciarki przeszły mi po plecach. "Chodźmy zatem" spojrzałam na niego "Yy, ale gdzie?" "Jak to gdzie?" zrobił zdziwioną minę "Do lasu. To najlepsze miejsce do nauki walki. Chodź." pomógł mi wsiąść na konia, po czym sam, z niezwykłą gracją wsiadł na niego.
I pojechaliśmy.


C.D.N. już jutro!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Na wstępie przeproszę, ze nie pisałam aż 12 dni O.o, Ale, no wiecie, szkoła I internet mi odcięli xd*
OK, zacznijmy więc:
------------------------------------------------

"Czy... czy to jestem... ja?!" Wydukałam z trudem. "Tak, zgadza się" Odpowiedział Elrond. "Powiedź mi, czy masz przy sobie, ten oto, amulet?" Wskazał palcem na ilustrację srebrnego wisiorka. "Umn... tak" sięgnęłam ręką za bluzę. Wyciągnęłam spod niej ów medalion. Był, szczerze powiedziawszy, brzydki. Srebrny, porysowany, w kącikach był brud, a na dodatek nie dało się go otworzyć. Popatrzyłam na niego, po czym podałam elfowi. "Nie wieżę. To na prawdę on" Obejrzał go dokładnie, po czym spytał "Otwierałaś go? Wiesz, co jest w środku?" Zdziwiona tym pytaniem, odpowiedziałam "Eee, nie. Ani ja, ani moja mama, ani moja babcia nigdy go nie otworzyłyśmy. Nie wiem co jest w środku, wybacz" "Nie, nie, nie ma za co przepraszać." podał mi medalion do ręki "To dobrze. Medalion ów otworzy się tylko wtedy, gdy jego właściciel będzie bardzo tego pragnął. Prośba musi płynąć prosto od serca." Popatrzyłam na niego, i już wiedziałam, co tak na prawdę tu robię "Aha, czyli tak na prawdę ściągnęliście mnie i moich rodziców tutaj tylko po tą błyskotkę?! Super, super po prostu" spojrzał na mnie, a jego wzrok mówił wyraźnie, abym zamilkła. Tak też zrobiłam "Nie. nie tylko. Ocalisz nasz świat, za pomocą tegoż medalionu. Albowiem tylko ty możesz go otworzyć. Masz moc. Jesteś inna, niż wszyscy ludzie, z twojego świata." Zdziwiłam się. Co on mówi, pomyślałam. Ja jestem inna. Fakt, lubiłam inne rzeczy niż moi znajomi, ale to chyba nie znaczy, ze mam jakąś moc? "Posłuchaj mnie uważnie" Podszedł do mnie i złapał za ramię "Niedługo nastanie bitwa. Jeśli ja przegramy, nasz świat opanuje mrok. Musisz nam pomóc ją wygrać. Więcej nie mogę ci zdradzić. Musisz nauczyć się walczyć. Dlatego pojedziesz do Leśnego Królestwa. Ale zanim to nastąpi, nauczymy cię podstaw. O świcie proszę cie, żebyś wyszła na plac. A teraz, możesz już iść. Do zobaczenia" "Ee, bywaj" powiedziałam i udałam się w kierunku drzwi "Leśne Królestwo? No super."

CDN, już niedługo ;D
 

 
Następnego dnia Elrond zabrał moich rodziców na (podobno) ważną rozmowę, także ja w tym czasie znalazłam w biblioteczce kartkę i ołówek i od razu zaczęłam rysować widok, jaki rozciągał się z mojego balkonu. A był on na prawdę piękny - dolina, otoczona wysokimi górami, pełna zielonych drzew, kolorowych kwiatów, strumyków wypływających ze skał i ten cudowny wodospad - aż nie dało się tego nie uwiecznić na kartce. Gdy kończyłam moje "dzieło", ktoś zapukał do moich drzwi. "Proszę" odpowiedziałam, nie przerywając rysowania. Do pokoju wszedł Calanir. Wyszedł na balkon i usiadł koło mnie. "Co to jest?" spytał, a ja szybko zasłoniłam mój rysunek. "N-nic ważnego" odpowiedziałam, jednak Calanir wyrwał mi kartkę z rąk, obejrzał rysunek i powiedział "Piękny. Masz dar. Nie zmarnuj go" po czym oddał mi mój rysunek. i siedzieliśmy tak, w milczenu, podziwiając ten piękny widok, do czasu aż Calanir nie powiedział "Ach, zapomniałem! Panienko... znaczy,Basiu, musisz pójść do biblioteki. Mój pan cię wzywa. powiedział, że to pilne" pomyślałam, że Elrond chce mi powiedzieć to, co moim rodzicom. Wstałam, a na podłogę upadł... "Mój telefon?! Skąd on się tu wziął?" Schyliłam się i podniosłam go. Jednak gdy chciałam go włączyć, nie działał. "No nic, jeśli nie działa, to po co mi on?" Po czym odłożyłam telefon na stolik "Proszę, musimy już iść" rzekł Calanir. Nic nie mówiąc udałam się za elfem. Zeszliśmy po schodach (których tak nienawidzę -,-), skręciliśmy w wąski korytarz, po czym wyszliśmy na placyk. Stała na nim fontanna, na szczycie której znajdował się posąg elfki z włosami do kolan. Trzymała ona w ręku dzban, z którego lała się woda. Calanir, nie zwracając uwagi na fontannę prowadził mnie dalej. Weszliśmy po schodach i stanęliśmy przed drzwiami. "To tutaj" po tych słowach otworzył drzwi i dał mi wyraźny znak, abym weszła do środka. Gdy znalazłam się w środku, moim oczom ukazał się widok tylu książek, że chyba gdyby ktoś cały czas bez przerwy je czytał, to do śmierci wszystkich by nie skończył. Oszołomiona tym widokiem nawet nie spostrzegłam Elronda, który stał przy wielki, marmurowym stole i przeglądał wielką księgę. zauważyłam go dopiero, gdy odezwał się do mnie "Ach, jesteś już. Witaj. Podejdź tutaj, proszę" Podeszłam nieśpiesznie i stanęłam naprzeciwko niego. "Proszę, spójrz na to" mówiąc to, podał mi tę wielką księgę, w której były praktycznie same obrazki. Wskazał mi obrazek, na którym znajdowała się dziewczyna, ubrana w zbroję, z rozpuszczonymi, brązowymi włosami, z mieczem w prawej ręce, zaś lewą miała uniesioną w górę. W ręku trzymała naszyjnik, z którego biła złota poświata. Dziewczyna stała na wzgórzu, a pośród niej leżały czarne stwory. Zaskoczona tą ilustracją wydukałam "Czy... czy to jest..."
CDN JUŻ JUTRO! ^^
  • awatar zuzkowa: Oooo musisz mnie zabrać do tej biblioteki :D
  • awatar Catty Noir Official: Kiedy nowy wpis niemogę sie doczekać mimo że wiem kto to będzie.
  • awatar Tauriel ♥: Cześć ! Widzę że jesteś tu nowa ;3 Zapraszam do mnie ^^ Też uwielbiam Hobbita i Władcę Pierścieni ! Cieszę się że powstają nowe blogi o Hobbicie ! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wczesnym rankiem zbudziła mnie gwar, tupot ciężkich butów, głośnie rozmowy. Od razu wiedziałam, co się dzieje. A przynajmniej domyślałam się tego. Wstałam z łóżka, założyłam moją bluzę, wybiegłam z pokoju i gdy ujrzałam te schody, pomyślałam "Dobra, co mi tam, zjadę na poręczy, będzie szybciej" I bez dłuższego zastanawiania się usiadłam na poręczy i zjechałam po niej na dół w bardzo krótkim czasie. Płynnie zeskoczyłam z poręczy, i pędem pobiegłam na dziedziniec, a tam ujrzałam krasnoludy i Gandalfa szykujących się do drobi. Podeszłam do nich i spytałam "Ja-jak to? Jedziecie już? Dlaczego?" Gandalf podszedł do mnie, położył mi rękę na ramieniu i powiedział "Przyszła na as pora. Musimy jechać dalej w drogę. Czas nagli, musimy się śpieszyć. Nie martw się, niedługo wrócimy po was" Spuściłam wzrok, po czym rzuciłam się na Gandalfa i objęłam go na pożegnanie. I każdego krasnoluda z osobna. Gdy przytuliłam się do Thorina, szepnęłam mu na ucho "Mam nadzieje, że się jeszcze kiedyś spotkamy." "Na pewno, Gwiazdooka, na pewno. Obiecuję Ci to."
I patrzyłam, jak odjeżdżają, jak znikają za górą. I płakałam cicho.
Bo bałam się, że nie wszyscy wrócą.

CDN JUŻ JUTRO ^^
  • awatar zuzkowa: Świetne. Jaki komplemencik ci szczelił ;D
  • awatar Kwas Pruski: Heloł. Postanowiłam Pokomentować co nieco, i oto jestem, przeczytałam wszystkie "odcinki". Jeśli chodzi o poziom artystyczny historyjki to wiadomo, że jest żaden, ale przecież wiadomo także że nie wszystkie blogi-opowiadania pisze się dla literackiego kunsztu i wypasionej jakości i to jest jeden z tych, które po prostu mają za zadanie realizować rozmaite ukryte pragnienia i marzenia autorki. Czaję o co ci chodzi i na pewno będę czytać wszystko, co dodasz; choćby z samej racji że to ty to piszesz. Mega oklepane schematy "wybrańców z ziemi przenoszących się do magicznego świata" są mega oklepane, ale i tak każdy z czytających chciałby się znaleźć w dokładnie takich samych okolicznościach; hehehe.
  • awatar •Sugar Demon•: : Jej czekqm na CD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
I puff! Już po kilku sekundach wylądowaliśmy w... "Rivendell" wyszeptałam. Wiedziałam, że Rivendell jest piękne, ale to co zobaczyłam, przechodziło ludzkie pojęcie. Wytrzeszczyłam oczy w niedowierzaniu, aż całą mnie sparaliżowało. Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy podszedł do nas Elrond z dwójką elfów. "Ach, jak dobrze, że już jesteście. Witajcie!" powiedział. Zsiedliśmy z koni, a ja nadal nie mogłam uwierzyć, że tu jestem. "Oto i ona, Basia" Gandalf powiedział do Elronda, wskazując ręką na mnie. Władca Rivendell podszedł do mnie, zmierzył mnie wzrokiem i powiedział "A więc to ty jesteś tą panną z tamtego świata. Twoi rodzice są tutaj" po czym odsunął się na bok, a ja ujrzałam moich rodziców, ubranych w elfie stroje. Od razu pobiegłam w ich stronę, a oni zrobili to samo. Wpadliśmy sobie w objęcia i powiedziałam "Mamo, tato! Jak dobrze, że jesteście! I fajne macie ubrania ^^" "My też się cieszymy, że tu jesteś!" powiedziała moja mama. "Nie mogę uwierzyć, ze to się dzieje na prawdę! To spełnienie moich marzeń!" po czym znowu się do nich przytuliłam. Jednak ta chwila "czułości" została przerwana przez Elronda, który nie wiadomo kiedy i skąd się pojawił "Panienko, musisz się przebrać w elegantszy strój, bo w takim na kolacje iść nie wypada" "Jaka kolacja?" spytałam, ale później tego żałowałam, bo pytanie okazało się być banalnie i głupie "Kolacja na cześć waszego przybycia." odparł "Calanir zaprowadzi cię do twojej komnaty, w której naszykowaliśmy ubranie na kolację dla ciebie." Brązowowłosy elf zrobił krok do przodu, i powiedział "Proszę za mną, panienko" "Uch, nie mówcie na mnie panienka. To takie żenujące. Mam na imię Basia i proszę, żebyście zwracali się do mnie po imieniu." rzekłam, bo zaczynało mnie to już irytować. "Jak sobie życzysz." odparł Calanir. "Proszę, za mną, Basiu, zaprowadzę cię do twojej komnaty." Po czym udałam się za nim. Szliśmy po krętych skodach w górę, coraz wyżej, i wyżej, i wyżej, aż w końcu doszliśmy na samą górę, skręciliśmy w prawo i weszliśmy do dość sporego pokoju, z wielkim łóżkiem, toaletką, pięknie zdobionymi meblami i, co najważniejsze, balkonem, z którego był nieziemski widok. "I to jest tylko mój pokój?" spytałam z niedowierzaniem. "Oczywiście." po czym podszedł do szafki i wyciągnął z niej długą do ziemi, czerwoną sukienkę. "Proszę, Basiu, oto i twój strój na dzisiejszą kolację." Popatrzyłam na nią, zrobiłam krzywą minę, i powiedziałam "Tak, piękna, ale ja nie lubię sukni. Są nie w moim stylu. Nie mogłabym iść w tych ubraniach, w których jestem teraz?" Calanir popatrzył na moje ubranie i powiedział "Ależ ten strój jest nieodpowiedni na kolację" Fakt, byłam ubrana w czarne rurki z ubłoconymi nogawkami, łososiową bluzę z kapturem i ubłocone, czerwone trampki. "Racja, ale nie założę sukienki. Chociaż mielibyście mnie do końca życia faszerować grzybami!"
*Nadszedł wieczór, czas kolacji*
Schodziłam po schodach, prowadzona przez dwie elfki, ubrana w ową czerwona suknię. Musiałam ją założyć, bo inaczej nie wpuściliby nie na kolację, a ja byłam strasznie głodna. Ale pod spodem i tak miałam na sobie moje rurki i trampki ^^ Włosy miała rozpuszczone. W końcu stanęliśmy przed wielkimi drzwiami z wyrzeźbionym na nich ogromnym drzewem. Drzwi, które wydawały się być strasznie ciężkie, otworzyły się beż najmniejszego pisknięcia czy trzaśnięcia. W sali stał wielki stół, a na min mnóstwo jedzenia. Przy stole znajdowali się Gandalf, Elrond, moi rodzice i Galadriela (a jedzenia było tyle, że spokojnie najadło by się nim z dwadzieścia osób). Gandalf dał mi znak, abym zajęła miejsce. Usiadłam naprzeciwko Galdarieli. Rozejrzałam się po sali, i spytałam "A-a krasnoludy? Nie zjedzą z nami kolacji?" Elrond chciał coś powiedzieć, jednak Gandalf spojrzał na niego i rzekł "Oczywiście, że tak. Skoro tego chcesz. Elrondzie?" Spojrzał na niego, a władca Rivendell skinął na strażnika, powiedział mu coś na ucho, ten zrobił zdziwioną minę, a Elrond kiwnął głową na tak. Strażnik od razu wybiegł z sali, a po kilkunastu minutach przy stole pojawiła się cała kompania Thorina Dębowej Tarczy. Usiedli na miejsca (obok mnie usiadł Thorin *-*), po czy Elrond rzekł "Skoro jesteśmy już w komplecie, możemy zacząć ucztę!". I wszyscy zaczęli nakładać na swoje talerze jak najwięcej dobroci. mi natomiast odechciało się jeść, gdy na stole nie zobaczyłam ani grama mięsa. Ale, zęby nie zachować się niekulturalnie, nałożyłam na swój talerz niewiele sałatki owocowej, trochę kaszy i wszystko to popiłam wodą. Gdy chciałam odłożyć kielich na stół, oczami spotkałam się z Galadrielą "Masz w sobie moc, ale jeszcze nie potrafisz jej odnaleźć" usłyszałam jej głos w mojej głowie tak głośny, że aż mnie zabolała. Ale ból był chwilowy. *Jaka moc? O co chodzi?* pomyślałam, gdy Elrond uciszył gości. "Basiu, powiedz, jaki jest wasz świat, z którego przybyłaś?" Zaskoczona pytaniem, wytarłam usta chusteczką i odpowiedziała "Jest na prawdę piękny! Chociaż ludzie nie dbają o niego i niszczą go. Nie ma w nim elfów, ani krasnoludów, czy hobbitów, jesteśmy tylko my - ludzie. I oczywiście pozostałe gatunki zwierząt, takich jak ptaki, psy, konie, koty, ryby... za dużo ich, by je wszystkie wymienić. Mój świat jest na prawdę piękny i kocham go" po czym ziewnęłam, bo była zmęczona. "Jest już późno, czas odpocząć" rzekł Elrond. Po czym wszyscy wstali (ja oczywiście nas końcu, bo wzięli mnie z zaskoczenia) a Gandalf podniósł kielich i powiedział "Niechaj szczęście nam sprzyja!" I wypiliśmy (spokojnie, piłam wodę xd). I rozeszliśmy się do swoich komnat. Gdy doczxłapałam się wreszcie do swojej, rzuciłam tą paskudną sukienkę na podłogę, walnęłam się na łózko i zasnęłam niemalże od razu.
CDN.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Siedzę sobie, tak ja teraz, przed komputerem, słucham muzyki i nagle "ddrrryń" - dzwoni dzwonek od furtki. Krzyczę: "Taatoo!! Idź zobacz, kto przyszedł". I nic, zero odpowiedzi. Zignorowałam to, do czasu gdy "ddddryyyyńń" - znowu zadzwonił dzwonek. Wstaję (z trudem) i wychodzę z pokoju. Niby wszystko jest OK, tylko mi rodzice jakby... zniknęli O.o Wołam ich, szukam, biegam z pokoju do pokoju - brak odpowiedzi. W końcu wychodzę (a raczej wybiegam) a tam... kompania Thorina (na koniach ^^) i Gandalf *-* "Oookkeeejj, chyba ten baton, co go zjadłam, był już stary i teraz po nim mam zwidyyy O.o" powiedziałam niby szeptem, jednak ktoś mnie usłyszał. Tym "kimś" był Gandalf. "Nie, mylisz się. To się dzieje na prawdę. Rada czarodziei postanowiła sprowadzić rodzinę, która zna praktycznie wszystko o nas, do Śródziemia. Padło na waszą rodzinę." Przez chwilę mnie sparaliżowało, ale to dosłownie na sekundę. Zbiegłam będę ze schodów i nie wiadomo jakim cudem przeskoczyłam przez płot. Zdziwił mnie fakt, iż krasnoludy są wyższe ode mnie O.O"A-a, moi rodzice? Gdzie oni...". "Są już na miejscu" przerwał mi tym razem Balin "Nic im nie jest. Nie martw się. No nic, pora ruszać w drogę. Tylko nie mamy kucyka dla ciebie, wiec będziesz musiała jechać z..." "Niech sama zadecyduje" przerwał mu Gandalf. Udawałam, że zastanawiam się, z kim miałabym jechać, ale od początku wiedziałam z kim chce jechać ^^ Spojrzałam na Thorina, on zerknął na mnie, podeszłam do niego i powiedziałam "Jeśli,to nie problem, to czy mogę jechać z tobą?". "Jak sobie życzysz... emm, właściwie, to jak masz na imię?" "Barbara" powiedziałam niby dumnie, ale z ironią w głosie "Ale mów mi Basia ^^". "Zatem jedźmy!" powiedział, po czym złapał mnie za rękę i pomógł wsiąść na konia. Gandalf wypowiedział magiczne zaklęcie i puff - otworzył się magiczny portal, do którego wjechaliśmy i po chwili byliśmy już na miejscu - w Śródziemiu.

CDN.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witam was! To ja, @Monsterkowiczka@ (http://sweetmonsti.pinger.pl/) i na tym blogu będę pisać opowiadanie o mojej przygodzie w Śródziemiu ^^ Tego bloga założyłam ponieważ dużo osób na ask.fm prosiło mnie, abym go założyła i pisała na nim moje opowiadanie. To go złożyłam i jest ^^ Za chwilę dodam dwa pierwsze rozdziały.
Mam nadzieję, że spodoba wam się moje opowiadanie ^^
I takie zdjęcia, żeby nie było pusto:




I taki tam gif: